Z każdym łykiem, który biorę, mój mózg i ciało krzyczą "ty szalony alkoholiku" i wiem, że w tym momencie nie mogę już tego zrobić.
Ostatnim drinkiem, jaki mam, jest flet szampana.
Jest Sylwester.
Mój mąż rezerwuje dla nas specjalny pokój w pobliskim hotelu. Kupuje imperialną butelkę Moet, zagubiony zakup na tę konkretną okazję. Podejmujemy ostatni wysiłek, aby uratować nasze małżeństwo. Gala toczy się w sali balowej poniżej, gdzie podróżujemy, aby dołączyć do biesiadników.
Światła migoczą, serpentyny wiszą, a żyrandole błyszczą.
Prawie tego nie zauważam.
Zespół gra utwory, które kiedyś były moimi ulubionymi.
Prawie nie słyszę.
Gromady radosnych par świętują wokół nas.
Tańczymy z nimi, udając, że dobrze się bawimy.
Ale wiem, że koniec jest bliski.
Mój mąż miał romans z kobietą o połowę starszą. Jeszcze się nie oczyścił, ale moje wnętrzności wiedzą, że coś się dzieje. Rozjaśniam więc włosy na bardziej sassier odcień blondu, głodzę się w nadziei na utratę wagi, o których wiem, że nienawidzi, odwracam się na lewą stronę, aby znów mnie zauważył.
Ale głównie piję.
Ze względu na moje katolickie wychowanie mam listę zasad, których przestrzegam.
Moje przykazania picia. Mam tylko trzy. Dziesięć to za dużo.
1) Zakaz picia przed 5:00. Patrzę, jak zegar odhacza minuty. Doprowadza mnie to do szału.
2) Zakaz picia we wtorki i czwartki. Łamię to cały czas. Nie sposób tego nie robić.
3) Bez twardego trunku. Tylko wino i piwo. Czuję się bezpiecznie, pijąc je.
Wszystko inne oznacza, że stałem się moim rodzicem.
Albo, co gorsza, jego. Nie mogę znieść pójścia tam.
Pewnej nocy, kiedy wyrusza na weekendową konferencję, a przynajmniej tak mówi, upijam się tak śmierdząc po tym, jak schowałem moją córkę na noc, pukam po całej naszej sosnowej podłodze. Na tych bogatych bursztynowych deskach spędzałem godziny na wynurzaniu się z nim, rozpryskując wnętrzności obok naszego niegdyś aktywnego seksualnie i lśniącego mosiężnego łóżka.
Zszargany teraz po miesiącach nieużywania.
Następnego ranka moja pięcioletnia córka, ze snem otaczającym jej zatroskane oczy, stoi tam i wpatruje się we mnie, a jej bose stopy zanurzone są w kępach żółci. Jajecznica, którą udało mi się ubić poprzedniej nocy, jest rozrzucona po podłodze naszej sypialni, cuchnąc tak źle, że jestem pewna, że znowu zacznę wymiotować. Patrzę w dół na bałagan, który zrobiłem, z niewielkim wspomnieniem, jak to się tam dostało, a potem patrzę na moją córkę, jej oczy sączą współczucie starej duszy, gdy mówi: "O mamusiu. Czy jesteś chory?" Wstyd ogarnia każdą część mojego drżącego ciała. Jego groźne ręce, imadło wokół mojej głowy. Nie mogę znieść patrzenia jej w oczy. Strach przed tym, że nie pamiętam, jak się tu dostałem, jest namacalny. Każdy kęs jego przerażenia jest rozrzucony po moim języku pełnym barfów i jestem pewien, że moja córka zna tajemnicę, którą ukrywałem przed sobą i innymi przez lata.
Jesteś alkoholikiem. Nie możesz już tego ukryć.
Każda ostatnia nić tego ciepłego płaszcza zaprzeczenia zostaje wyrwana, a ja oto jestem, patrząc w oczy mojej pięcioletniej córki, która przyszła wyrwać mnie z mojej nędzy.
Rzucenie palenia zajmuje mi jeszcze dwa miesiące.
Dwa miesiące wyciągania mojego ciała, ciężkiego z wyrzutów sumienia, z tego nadszarpniętego mosiężnego łóżka, aby wysłać moją córkę do szkoły. Potem wczołgać się z powrotem do niego i pozostać tam, ulegając chaotycznemu snowi depresji. Dopóki autobus nie odsadzi jej kilka godzin później, gdy jej mały palec, wypełniony niekończącymi się opowieściami przedszkolnymi, budzi mnie.
Każdy szturchanie jak uderzenie w twarz moimi niepowodzeniami jako matki.

Jego matka, zmysłowa kobieta z płonącymi włosami i ustami, mdleje w samochodzie późnym popołudniem po spędzeniu godzin na karuzeli ze swoją najlepszą przyjaciółką, kobietą, którą urósł do pogardy. Wracając do domu ze szkoły, dzień po dniu, znajduje ją osuniętą na ławce ich czarnego sedana Buicka, wciągając ją do domu, aby przygotować obiad dla niego i jego młodszego brata i siostry, obserwując, jak zatacza się w kuchni. Jego ojciec, znany adwokat we wczesnych latach, pije, dopóki nie widzi i rzadko wraca do domu na kolację. Traci prestiżową pozycję w kancelarii prawnej, do którą walczył, i usuwa połowę szczęki z raka jamy ustnej, na który napada z powodu niepohamowanego picia. Umiera w wieku 52 lat, samotny i nieszczęśliwy człowiek.
"Wiem, jak wyglądają alkoholicy", mówi. ► "Nie jesteś jednym z nich."
Chwytam się jego zapewnienia i trzymam je mocno.
I tym samym polerujemy drugą butelkę chardonnay, czołgamy się z powrotem przez okno kuchenne i wślizgujemy się na czarno-białą podłogę z płytek w kratkę, w mgiełce pożądania i alkoholu, zanim wkradamy się do mojego poszarganego i kuszącego łóżka. Potrzeba mi kolejnych dwunastu lat, aby sięgniąć dna, zajrzeć w oczy jedynego dziecka, które przyprowadzam na ten świat, odzwierciedlając wstyd, który woziłem przez większość mojego życia.
Tak więc w Sylwestra wjeżdżamy hotelowej windą. Po przykucnięciu Auld Lang Syne z tłumem innych imprezowiczów z alkoholem, którzy wciąż trzymają się wieczornych uroczystości, gdy gorzki smak puszczenia czegoś tak drogiego, tak bliskiego mojemu sercu, przenika do mojej psychiki. Kobieta, która chwieje się obok mnie, wciąż śpiewa piosenkę, z czerwonymi szpilkami zwisającymi z palców. Jej pijana mgiełka odbija się w moich oczach, gdy prawie zjeżdża ze ściany windy.
W tym momencie widzę siebie.
Uświadomienie sobie niechętnie potyka się ze mną po korytarzu, wiedząc, że lśniąca butelka Moet czeka z otwartymi ramionami w srebrnym wiadrze, które stłoczyliśmy lodem przed wyjściem z pokoju. Zrywając folię otaczającą wargę butelki, mój mąż szybko odpina drucianą klatkę i uderza korkiem, który uderza w sufit naszego fantazyjnego pokoju. Z pewnością omen tego, co nastąpi. Ostrożnie wlewa wino musujące, zwykle moje ulubione, na dwa ołowiane flety skulone na naszej szafce nocnej, upewniając się, że dzieli to płynne złoto równomiernie na wysokie, smukłe kielichy, które pozostawiają pierścienie na koniec nocy. Podnosimy okulary i wznosimy toast za Nowy Rok i za nas, choć nasze oczy szybko przerywają połączenie, opowiadając inną historię.
Gdy tylko bąbelki uderzą w moje usta, z wina, które zawsze wywołuje tak namacalną radość i tynkuje mój język wspomnieniami, wiem, że koncert się skończył. Smakuje jak trucizna. Zmuszam się do picia więcej, co jest wyraźnie obcą koncepcją, wymuszając uśmiech, który wije się na mojej twarzy. Prawie zakneblowałam usta, gdy nadal wpycham szampan do gardła, nie chcąc zranić uczuć mojego męża, który spędził pół tygodnia na tej rozpaczliwej uroczystości. Ale z każdym łykiem, który biorę, mój mózg i ciało krzyczą, że jesteś szalonym alkoholikiem i wiem, że w tym momencie nie mogę już tego zrobić. Kiedy odłożyłem tę szklankę w ten pamiętny Sylwester, wiem, że nigdy nie przyniosę ani grama alkoholu do ust.
Skończyłem.
Nie ma odwrotu.
A kiedy chujemy się do łóżka, zachowam to dla siebie.
Każdy pocałunek tej nocy jest pełen wstrętu do samego siebie i obrzydzenia.
Te dwanaście lat wiedzy ściska się mocno w pięść wstydu.
Mój mąż nie wie, czy wspina się na mnie,
będzie kochał się na śmierć.
Zamiast tego odwracam się w drugą stronę i płaczę cicho do snu.
Twoje dni picia w końcu dobiegły końca.
Inie możesz siępowstrzymać od zastanowienia…
Czy twoje małżeństwo nastąpi?
Fragment książki STUMBLING HOME: Life Before and After That Last Drink autorstwa Carol Weis, już dostępnej na Amazon.